przypadkowy

Człowiek to rzeczownik, a rzeczownikiem rządzą przypadki.

Tajne

1 komentarz

komplety to symbol konspiracji. Na ciemnym poddaszu restauracji, przy długiej drewnianej ławie, w blasku świec zapadły decyzje, których odwrócić się już nie da. Po tym jak słowo wcieliliśmy w czyn mamy kocioł. I może ja za bardzo się sugeruję. Ale teraz czuję sie jak dziewczyna wojenna.
Matka Wariatka czuje się zdradzona. według mądrych książek psychologicznych jej zachowanie można by określić jakże zgrabnym i trafnym terminem: osobowość psychopatyczna. Brzmi fajnie na filmach. Ekscytująco. Cztery lata pod rządami psychopatki mogą pchnąć do czynów desperackich.
Kolejna rozgrywka 23. Patrząc realnie jesteśmy na przegranej pozycji.
Uzupełniłam już CV o szkolenia, kursy i studia. Wysłałam nawet tu i ówdzie. Taka ze mnie fantastka. Wiadomo. Nic z tego.
A lata lecą.

Białowieża

1 komentarz

oprócz szeregu rozrywek, gier towarzyskich (bo jesteśmy towarzystwem kulturalnym), morza alkoholu i wielu przemierzonych kilometrów zostawiła po sobie prozaiczny ból gardła. Zawsze tak jest, że jak jest fajnie, to potem już nie. Integracja towarzyska stolicy i podlaskiej wsi wypadła pomyślnie. Stolica już nigdy nie będzie taka sama. Stolica nauczyła się sledzikować. Idzcie i sledzikujcie w swiat.

Joga jest sportem urazowym. Pozycja zaproponowana ostatnio przywołała mi ból kolana. Pozycja była fikuśna, dwuosobowa, z wszystkimi tymi rzeczami co w jodze. Wszystko aktywne, łono do brzucha. brzuch do kręgosłupa. kręgosłup do pępka. barki na plecy, plecy do przodu. Wizualizacja. I czarna sadza przez czubek głowy uciekła. Powinna była uciec, lecz nie zwizualizowałam sobie jej chyba wystarczająco. Mam wyobraźnię, bujną, owszem, ale nie dla sadzy w głowie. 
a w telefonie nagabywała mnie Pani. Pani z ofertą asekuracji. Mnie. I mówię jej "nie", a ona że "a jednak może warto?". Ja że "nie", a ona, że "dlaczego? taka fajna oferta niechaj posłucham" A ja że "nie" (ostrożnie dobierałam słowa). A ona że "jak mogę mówić nie, skoro nie wiem". A ja" że skoro rozmowa nagrywana to niechaj sobie odsłucha, 3 razy nie. oznacza że nie. że jestem duza, płacę podatek zbyt wysoki, mogę lekkomyslnie mówić nie". Pani już nie zadzwoniła. Szkoda, to mogła być fajna przyjaźń.
A jutro pójdę do kina
(i mam nadzieję, że skończy się to lepiej niż w filmie o tym tytule…)

Zdarza

4 komentarzy

się tak, ze sobie o tym miejscu przypominam. zaglądam i sobie czytam jaka to bywam fajna, śmieszna, elokwentna ąię. I mi się humor poprawia.

Zdarza się czasami.
Od ostatniego popisu tak jakoś prawie rok juz minął. Nie żebym nic w tym czasie nie uczyniła, o nie. Jakieś tam pierdoły w życiu zrobiłam. Obroniłam dwa bezwartościowe dyplomy, uśmierciłam jakieśtam kontakty. Zawarłam nowe. Zbiedniałam. 
Bilans ogólny okreslam raczej na -1. Plus fakt, że zbliza się chwila, które się obawiałam. Chwila, kiedy będę musiała wymienić dowód na nowy. Ze starości.
Nadal nie gram na gitarze. Żal mi ja ruszać. Tak pięknie, równomiernie się przykurzyła. I jest to lepsze wytłumaczenie niż to, że po prostu nie mam talentu, boskich palców, pamięci, koncentracji, koordynacji wzrokowo- ruchowej (ha! innym to umiem jakoś rozwinąć, a sama upośledzona, bosy szewc), i innych TAKICH rzeczy.
Ogólna rzeczywistość przygniata mnie stopniowo. Od poniedziałku do piątku. W sobotę biorę książkę. I piwo z książką smakuje wybornie. Książka z piwem również. 
Może się zdarzyć tak, że zwolnią mnie z kołchozu. Tym razem serio. Zamach stanu to poważna sprawa. Nie gryzie się ręki, która rzuca ci ochłap jałmuzny. Na ogół. A ja chcę ugryźć. Przebieram do tego wydarzenia nogami. kłapię szczęką.
Może na wiosnę pora powrócić. Aż mi sie znudzi.

Z

4 komentarzy

racji, że skończyły mi się pieniądze, a te co się nie skończyły są zarezerwowane na ortodontę i fryzjera, już nic nie kupuję. Zaszalałam i kupiłam sobie zastrzyki. Ot taki wiosenny kaprys. Poza tym miałam receptę to grzechem byłoby nie skorzystać. Rozmiękła mi się chrząstka w kolanie (ale to nie ze starości, zapewnił Ortopeda). No ale do sedna- nie mam pieniędzy, nie kupuję, to myślę nad pracami- zarys dyplomowej mam w głowie i trochę na kartce wyrwanej z zeszytu. Nie chodzi o to by był przerost formy nad treścią na tym etapie twórczości przecież. A zaliczenie do Doktora Z Bąblem mam już w głowie i zapewniam sama siebie, ze podołam przelać to na laptopa. Umiem się oszukiwać tak przebiegle, ze sama nic nie podejrzewam.

Rower który sobie upatrzyłam- kupiłam, taka naturalna kolej rzeczy. Dzisiaj przyszedł i jest przepiękny, ma taki dzwonek ‘bingbing" i kremowy kolor. Ogólnie cudny. I to było jakieś zrządzenie losu z tym rowerem, bo Ortopeda powiedział "nie chodzić duzo". ale jeździć mogę, to jak sobie przypomnę o co w tym chodzi jeżdzeniu, to zaszaleję do pracy i spowrotem. i będę mogła mieć dużą torbę, bo Ortopeda nosić tez zabronił dużych toreb (zły człowiek z niego).
Jeszcze muszę zanotować- na wypadek gdybym zapomniała i popełniła ten bład ponownie- ORIGAMI NIE JEST DLA MNIE. tam trzeba spokój, precyzję, opanowanie i trzeba znać figury geometryczne. Gdybym jeszcze kiedyś chciała na warsztaty origami to mnie przywiążcie.
Ciau

Bo

4 komentarzy

powinnam napisać teraz pracę dyplomową i kilka prac zaliczeniowych.

I mam w związku z tym natchnienie na ponowne blogowanie. Zawsze tak było: Licencjat- nowe notki, magister- nowe notki, teraz dymplom z arte… nowe notki.
No nie oszukujmy się. Te momenty w moim życiu, kiedy trzeba pisać dzieła wielkie i czyste są niesamowicie inspirujące. I przecież bardziej produktywnie jest poćwiczyć pisanie na klawiaturze oraz ortografię podczas blogowania, niż karmić kury na farmeramie (tak, tak, mam ten nałóg wstydliwy).
W ogóle odkąd myślę o tym, że mam pisać zrobiłam juz masę rzeczy- kupilam buty na allegro, znalazłam dwie fajne spódnice, które zapewne też kupię, nawet postanowiłam kupić rower i już sobie upatrzyłam jaki. Że już nie wspomnę o książkach które zamówiłam… Konieczność pisania jest niestety zgubna dla mojego budżetu.
Ale powoli, powoli kiełkuje we mnie pomysł, który mam nadzieję w krótkim czasie wcielę w życie i utworzy się z tego dyplomowa praca, ze hoho. Przebieram nogami do tej obrony, bo już niestety rzygam tym kursem. 
Zapewne za 3 miesiące zacznę rzygać podyplomówką, tak mam ze szkołami.
I tym optymistycznym akcentem kończę dzisiejsze wynurzenie. Słonko świeci, ptaszki świergolą, wiosna panie kolega, pora iść na spacer choćby z psem.

S jak

4 komentarzy

Szaro, buro i ponuro. I ziewanie. Ogólnie, wiadomo, jesień. Na szczęście do pracy mam na później, przewaznie, więc mogę pospać i nawet nie biegnę do pracy z językiem w okolicy kolan rozbierając sie przy tym. Wygląda to wszak nieseksownie.
Odkryłam iż, rewelacyjnym sposobem ubarwienia sobie życia jest pomalowanie paznokci na kolor wesoły. I potem jak się zamacha dookoła rękoma to jest kolorowo. Opatentuję to. Teraz świat jest miętowy.
Robię sie egoistką bardzo. Cenię swój czas prywatny z dnia na dzień co raz wyżej. Olewam pracę, oraz nie przenoszę roboty z Fabryki do domu.
Ze studiami cisza. Pani w sekretariacie powiedziała, że jeszcze przecież duzo czasu, że to nie ma co się niepokoić, że oni wszystkie wnioski rozpatrują powoli. No, powoli to chyba dewiza uniwersytetu. Z takim tempem to może w grudniu zacznę.
Ostatnio czytam książkę, o tym, ze mężczyźni kochają ponoć zołzy. W związku z tym.. no, tego. Zostanę zołzą, co to będą ja wszyscy kochać. Poinformuję o postępach, mozecie byc pewni.
Oraz jeszcze muszę, ale to muszę napomknąć, że zakochałam się w płycie BRODKI. Całej calusieńkiej.

B literka

2 komentarzy

jak ból. Ból uzębienia kompletny. Chciało się mieć drogocenny blink blink grill, układ scalony, kable, druty i przewody to ból był w pakiecie- nie polecam. Nektarynki trzeba miksować.
Im bardziej jesień tym bardziej jestem ciapowata, zaspana, spowolniona oraz agresywna. Z łóżka wstaje się z kazdym dniem o sekundę dłużej, dojdę do tego, że nie wstanę do pracy. Czyli de facto nie dojdę do pracy. Mój plan tłumienia entuzjazmu roboczego w okolicy dyrekcji wcielam w życie sukcesywnie i z pierwszymi już efektami zamierzonymi. Dyrektorka zauważa i pyta "Ciężki dzień" a ja że no. I może jak mi będzie tak entuzjazmu brak fikcyjnie, to w końcu mnie zwolnią? Lub choć znielubią?
Bo tego to ja już mam serdecznie dość. Nie cierpię tej dyrekcji, a ona mnie ubóstwia, ja im dopieprzam, sprawiam, że Dyrektorce bródka drży i tryska łzami, ranię jej uczucia, rzucam jej rozkazy i wykonuję polecenia pod moimi warunkami. Dyrektor tylko mówi, że owszem, że się spodziewa, że nigdy bezwarunkowo z mojej strony. No i co to jest? Kto jest dyrektorem ja się pytam? Wzięli by mnie zwolnili i mieliby spokój. I ja bym miała też. I radość taką i mogłabym moj entuzjazm uwolnić z więzi.
Zakupiłam też książki sobie nowe, ponieważ uwielbiam posiadać książki chociaż nie mam ich kiedy czytać niestety. Ale, przecież znowu wygrałam w konkursie radiowym- polecam, świetna zabawa i bon na książkę gratis i darowanemu bonowi się nie zagląda, a wręcz przeciwnie jak najszybciej zamienia się go na książkę. I ja zamieniłam i nie mam już gdzie tych książek trzymać, to się walają. Jakby kto chciał jakąś pożyczyć to zapraszam.

Literka K

2 komentarzy

niczym Konkurs, Tak. Do konkursu zostałam wytypowana. Że mam serce i jestem nauczycielem i mądrym. I taki konkurs. I powiedziałam, że dziękuję, bo zwymiotuję. No nie całkiem, lecz prawie, po prostu, że nie mam ochoty na taki konkurs. Bo co? ja pudel jestem? Wystawa taka? Na frajera roku? To może z dedykacją dla mnie ostatnio na klatce zielonym sprejem napisano FRAJER. Bo inaczej to zbyt duży zbieg okoliczności.
Poza tym Dyrektorka mnie dzisiaj przytuliła i pocałowała, A później cały dzień bolała mnie głowa, że nawet nurofen czerwony, kawa i herbata nic nie pomogły. To się nazywa zły dotyk. On boli.
Z rewelacji/rewolucji wymyśliłam sobie, ze pójdę na studia, Że w jednym roku wtedy skończę kurs i studia i będę wyedukowana, że hoho. O ile oczywiście uda mi się połączyć zjazdy tak by się rozjeżdzały. Jeśli wiecie o co chodzi. Ale póki zacznę studia pójdę w weekend na kurs nadal. I tam uwaga uwaga nastąpiła zmiana pani od teratru! I bosko bo tamta była stara, brzydka oraz niesympatyczna oraz niekulturalna i stale nas beształa.
Ponadto mam piękną nową torebkę z Allegro w której zmieścić się może całe pole kartofli (bo wykopki tuż tuż). I jeszcze jedną piękną nową torebkę w której się mało mieści jak na moje możliwości, lecz jest to taki mój kaprys, a kaprysy należy zaspakajać, dla dobra ogółu społeczeństwa czyli własnego samopoczucia.

Literka G

2 komentarzy

sponsoruje dzisiejszy dzień. G jak garść. Chociaż szczerze
przyznam, że miałam nieziemskie wręcz trudności, z wybraniem
sponsora na dzień dzisiejszy. Padło na G jak garść, gdyż garść
jest to to, w co czas się wziąć.
Tak. Właśnie tak
postanowiłam. A natchnął mnie do tego postanowienia felieton
pewien Lilki Król, który dzisiaj usłyszałam jednym uchem w radiu.
Był krótki, więc wystarczyło jedno ucho. I Ona, ta Lilka
stwierdziła, że jest prawie starą panną. I mnie to poruszyło, bo
ja też. Ja też jestem, też prawie, też starą i też panną. Po
poruszeniu nastąpiły chwile refleksji i teraz ta notka- owoc
refleksji i poruszenia.
W ramach brania się w garść
posprzątałam pół pokoju. Te po lewej stronie. Po prawej mi się
nie chciało.
W ramach sprzątania nadal słuchałam radia. I w
ramach słuchania radia wygrałam sobie bon na książki za 50zł w
mej ulubionej księgarni. Tak tak, to już jest drugi bon w ciągu
miesiąca. Kto tu jest szczęściarą? To pytanie retoryczne.
Wiadomo, że nikt nie słucha tego radia, tylko ja.
Za wygrany bon
kupię sobie trzy książki o "Muminkach". W ramach
oczywiście staropanieństwa.
Jestem aktualnie na urlopie od
Fabryki, ale nie przeszkadza to nikomu, kto jest dyrektorką tam by
do mnie dzwonić. I nie myślcie sobie, ze jestem naiwniaczką i z
własnej woli odbieram te telefony, o nie. Mam zapisane numery pani
dyrektor w telefonie i nie odbieram ale ona się chyba zorientowała,
bo za każdym razem dzwoni z innego. Przebiegła bestia. I ja teraz
mam lęk. Lęk przed odbieraniem telefonów od nieznanego numeru.
Dobry byłby z tego dramat psychologiczny.
A ta pani dyrektor
zaproponowała mi bym zaczęła pracować w szkole. Oprócz mojego
pracowania w Fabryce oczywiście. Zastanowiłam się więc z 5 sekund
i powiedziałam że nie, ale na uzasadnienie wymyśliłam z 5
szlachetnych powodów. A nie że nie bo nie.
Niestety później,
kiedy już stłumiłam panią dyrektor życząc jej przedwcześnie
miłego dnia naszły mnie myśli. Myśli były i były i w końcu
wymyśliły, że właściwie to mogłam się zgodzić. Ale potem już
mi się odechciało. W związku z tym nie będę pracować w szkole
dodatkowo. Nie. Znajdę sobie nową, piękną lepszą własną pracę.
sama.
A na koniec dodam, że kompot z jabłek jest pycha.
I
jeszcze, że to, że tu napisałam nie znaczy że już będę
systematycznie pisać. O nie :P

Ponownie

5 komentarzy

jakiś zastój się tu zauważa. Jak się zerknie.
No cóż. Tak to juz ze mna jest. Że mój zapał na krótko wystarcza.
W związku z tym uroczyście ogłaszam, że nic nie obiecuję, kiedy będę tu pisać, bo będę jak mi się zechce, a jak nie to nie.
W moim boskim życiu zmiany, że hoho. Zęby sobie zrobię, bo się okazało, ze mogę. Parę tysięcy i mam zęby. Czy to nie proste?
Proste. Będę cierpieć niesłychanie, z głodu schudnę, zrobię się złosliwa (bardziej- jeśli to możliwe), cynizm i ironia staną się moimi następnymi imionami i wszyscy mnie znielubią. Za to będę miała piękne zęby :D
Ponadto jestem na urlopie, chociaż już mi pół minęło. Niespodziewanie zupełnie.
Za to jutro idę do Biedronki na zakupy herbaty. Jest to ekspedycja powazna i zorganizowana. Pójdę z Siostrą moją. Na tym polega organizacja.
Kartek świątecznych w tym roku nie robię, ogłosiłam strajk weny i umiejętności, zapału i zdolności. Zrobię tylko jedną mojemu Zajączkowi forumowemu- bo na forum jest losowanie Zajączkowe z podarunkami. Poza tym zrobię własnoręczny podarek maly i skromny.
Urlopowo umyłam okno, bo już mu się należało. I posprzątałam w pokoju do połowy. Tę połowę po lewej posprzątałam. Ten kąt właściwie lewy, gdzie zgodnie z fengszują stoją oszczędności (630zł w pięciozłotówkach). W końcu oszczędności w brudzie stać nie powinny.
Ogólnie mam bogate plany na jutro. Przygotuję zajęcia do Fabryki na przyszły tydzień. Oraz udam się do drogerii po cienie do powiek. No i herbata z Biedronki
Chociaż cudowny Ksiądz od cudu w Sokółce potępia zakupy w Biedronce. Wybacz Księże.
Muszę jeszcze wspomnieć o tym że:
1. Uważam, że Kornelia Marek kłamie. Brała tylko jej teraz łyso.
2. Zjadłam sobie omlet z jagodami i wprawiło mnie to w stan ogromnej szczęśliwości.